Czy to już czas, by zapiąć pasy bezpieczeństwa? Miniony tydzień zdecydowanie przypominał emocjonującą jazdę rollercoasterem pośród finansowych niepokojów. Inwestorzy mieli pełne ręce roboty, próbując odnaleźć się wśród zmieniających się nastrojów i danych makroekonomicznych, które nie pozostawiły złudzeń: rynki muszą stawić czoła rzeczywistości inflacyjnej.
Tydzień rozpoczął się spokojnie, bez większych wydarzeń, ale jak to często bywa, cisza była tylko pozorna. Wszyscy czekali na środowe dane o inflacji CPI z USA, które miały ujawnić, jak bardzo ceny poszybowały w górę. I rzeczywiście, CPI m/m na poziomie 0.5% oraz CPI y/y wynoszący 4.2% nie pozostawiły złudzeń – inflacja nie zamierza odpuszczać. To było jak dzwon alarmowy dla inwestorów, wskazujący na konieczność przemyślenia strategii.
Środa przyniosła dane inflacyjne zgodne z prognozami, co mogło być pewnym uspokojeniem, ale tylko na krótką metę. Kolejny dzień zaostrzył napięcie, gdy Europejski Bank Centralny zdecydował się podnieść główną stopę refinansową do 2.40%. Decyzja ta była zgodna z oczekiwaniami, ale nie zmniejszyła obaw o przyszłe ruchy banków centralnych. Inwestorzy zaczęli się zastanawiać, czy to dopiero początek cyklu podwyżek.
Piątkowe dane o wzroście gospodarczym Wielkiej Brytanii dopełniły obrazu tygodnia. Spadek GDP m/m o 0.1% pokazał, że nie tylko inflacja jest problemem, ale również spowolnienie gospodarcze, które zaczyna się zarysowywać na horyzoncie. To był jak kubeł zimnej wody dla tych, którzy mieli nadzieję na szybkie odbicie.
Jaki z tego morał? W nadchodzących tygodniach rynki będą musiały balansować między inflacyjnymi zawirowaniami a obawami o spowolnienie gospodarcze. Sentyment rynkowy, wyrażony indeksem Fear & Greed, spadł do poziomu 34, co wskazuje na rosnącą ostrożność. Inwestorzy z napięciem oczekują na przyszłotygodniowe posiedzenie FOMC. A w weekend, jak zawsze, możemy spodziewać się, że kryptowaluty będą żyły własnym życiem, niezależnie od tradycyjnych rynków.